sobota, 01 listopada 2008
Śledzik w Krakowie
Hotel „Krakus” położony jest niemal na rogatkach pięknego Krakowa, w jego mniej pięknej części, czyli Nowej Hucie. To przebudowany blok mieszkalny, do którego nie można się specjalnie przyczepić. Być może pokoje mogłyby być trochę lepiej ogrzewane, ale nie przyjechałem tam, by zażyć tak zwanego wywczasu. Z okien widziałem kominy elektrowni. Wcześniej zjadłem kolację, za dość wygórowaną cenę – są lokale, gdzie za ziemniaki („po krakowsku”, to znaczy – z mrożonki) i surówkę nie płaci się oddzielnie, ale niech im będzie. Kładąc się spać, po poradzeniu sobie z nagłym odczynem alergicznym w postaci puchnących do rozmiarów węgierek spojówek, pomyślałem sobie – skoro już tu jestem i odpuściłem nabór do Radia, to warto chociaż zrobić swoje. I wykorzystać szansę, o ile taka się pojawi… co bywało rzadkie w moim wykonaniu. Biurowiec TVP Kraków jest oddalony o dwa przystanki autobusowe. Sąsiaduje z M1, zaskakująco obleganym jak na czwartkowy poranek. Spotykam w nim K.Ż. i resztę uczestników. Stres oczywiście jest, ale jakiś taki odległy. Abstrakcyjny. Regulamin. Umowa. Duplikaty. Dokumenty. Podpis. Podpis. Podpis. Podpis. Identyfikator. Rozmowa z rezerwowym uczestnikiem o czytanej przeze mnie książce. Depozyt. Make up. Studio. Fotel. Eliminacje. Porażka. Drugie eliminacje. „Mam przeczucie, że teraz pańska kolej”. Kurtuazja z mojej strony. Pytanie. Moment zawahania. Tablica z wynikami. „P.Cz., Białystok”. Szok, złapanie się za głowę. Podłączają mi mikrofon, poprawiają puder. Siostra i mama wyglądają na nie mniej przejęte ode mnie. Obsługa jest bardzo miła, kontaktowa, rozmowna. Rozluźnia. Nie licząc wpadki na początku, cały stres zostawiłem na widowni. Światła, muzyka, monitor… z perspektywy gracza robią jeszcze większe wrażenie niż oglądane sprzed ekranu TV. Hubert jest bardzo sympatyczny i fajnie się z nim rozmawia. Fotel – bardzo wygodny, Nestea w kubku – słodka i zimna. Wyjąłem w „Milionerach” 40 tysięcy złotych, na dobrą sprawę dotarło to do mnie następnego dnia, po pobudce w zimnym wagonie sypialnym o 5 rano. Po tylu latach przejazdów odpychająca Warszawa Centralna jest już oswojona i 2,5h oczekiwania nie przeraża. Reakcje znajomych utwierdziły mnie jeszcze bardziej w poczuciu, że mam fajnych przyjaciół. *** Wyjazd z Białegostoku odbyłem w sąsiedztwie kibiców Jagiellonii, udających się do Warszawy na Puchar Polski. Nie uważam, żeby wysyłanie obstawy policyjnej przez całe województwo było konieczne, a już z pewnością nie było opłacalne. Jak widać, Rzeczpospolita jest bogatym krajem; przynajmniej obyło się bez zgrzytów. Na Wschodnim, ekipę przejmuje mazowiecka prewencja – zacięte, agresywne gęby, liczebnie kilka razy przewyższający szalikowców. Stoją na peronie z odbezpieczonymi shotgunami, dumnie wspartymi o pierś zakutą w kevlar. Legitymują. Pociąg ma 20 minut nieoczekiwanego postoju. I co, ważni jesteście? Chłopaki przyjechali obejrzeć mecz.
czwartek, 11 września 2008
Seks w Szczecinowie
"Czego?!" - "Dzieńdobry, Uniwersytet w Białymstoku. Przeprowadzamy w tej miejscowości takie badanie i chcieliśmy spytać, czy nie byłby Pan zainteresowany..."
Jegomość w bieliźnie nie był zainteresowany. "Wypierdalać!"
wtorek, 06 maja 2008
Wyzwania człowieka ponowoczesnego (?)
Czy zastanawiałeś się kiedyś, czemu najtrudniej na świecie jest przestać pierdolić i zacząć robić swoje? Skończyć bujanie w obłokach i zacząć pracować, by marzenia się urzeczywistniły? Przestać rozpaczać i skoncentrować się na "tu" i "teraz"? Darować sobie ogłaszanie swoich planów i pozwolić, by to czyny mówiły za siebie? Albo po prostu przestać myśleć o regularnym pisaniu bloga i naprawdę wziąć się do roboty :>? Jest druga w nocy.
piątek, 14 marca 2008
I pamiętaj...
...beton zasługuje tylko na to, by stać się pretekstem do ogólnych przemyśleń. Nie pozwól mu wpłynąć na siebie, bo szkoda życia.
Z całą mocą oświadczam, że nie jestem na tyle głupi, by znów wchodzić do tej samej rzeki. Choć prawdą jest, że bardzo bym chciał, by kiedyś, dawno temu, zechciała zmienić swój bieg. O co chodzi? Wystarczy, że ja to wiem.
W ostatnim czasie coraz bardziej zastanawiam się nad tym, czy głupota jest usprawiedliwieniem słabości. Relatywizm mnie brzydzi, ale z drugiej strony - czy można wymagać od dziecka, by postępowało jak świadomy obywatel? Oto dylemat, niejeden filozof złamał sobie na tym literacką karierę; dlatego ja nie ryzykuję i trzymam się swojej linii.
niedziela, 09 marca 2008
Reset z okazji rocznicy.
Dziwnie się czuję przerywając dwumiesięczny letarg. Wiem, że nikt nawet go nie zauważył, ale jednocześnie czuję takie przykre poczucie obowiązku, które już nie raz mi dało po tyłku. Statystyka odwiedzin skoczyła dopiero, gdy w tytule jednej z notek padło nazwisko pewnej medialnej posłanki (zanotowano) -> tak się prowadzi nowoczesny marketing :). No cóż, przedłużanie nieobecności doprowadzi tylko do nasilenia dyskomfortu, tego lepkiego, lekko dławiącego uczucia pomiędzy gardłem a mostkiem. Resetujemy.
poniedziałek, 07 stycznia 2008
Senyszyn przeprasza.
Ogień krzepnie, blask ciemnieje, posłowie świętują - okres świąteczny to tradycyjnie czas zastoju w życiu publicznym. Jest ciemno i mroźno, brak światła słonecznego sprawia, że moglibyśmy co najwyżej spożytkować swoją energię na uruchomienie lampki nocnej - a i to nie wszyscy.
Są jeszcze na szczęście tacy ludzie jak pani Joanna Senyszyn, znana jako najbardziej zmysłowy głos polskiej polityki, którzy zadbają, żeby rozruszać gawiedź w zimowy czas.
wtorek, 01 stycznia 2008
Jak co roku, ten sam punkt wyjścia.
Właśnie zdecydowałem, że nie mam ochoty narcystycznie pisać o sobie, więc ta część będzie krótka. Kiedyś nie miałem wątpliwości, że można zrobić wszystko, ale z kolei nie spodziewałem się zbyt wiele po sobie. Dziś mam lepsze rozeznanie w swoich możliwościach, ale za to nie widzę celu - innymi słowy, mam wyje*ane. Z jednej strony, gdybym mógł się cofnąć o kilka(-naście) miesięcy, zmieniłbym parę decyzji, ale też nie nauczyłbym się kilku ważnych rzeczy - i wciąż bym myślał, że jestem niezniszczalny. Każdy prawdziwy socjolog zaczyna swój wywód od "to zależy", chyba studia zaczynają mi się udzielać. Ponieważ dość jasno zdaję sobie sprawę z tego, że w ostatecznym rozrachunku można skończyć albo na dnie, albo na swoim własnym, indywidualnym szczycie, to już teraz wiem że ten rok będzie bardzo pracowity. Prześlizgiwanie się to dobry sposób, by uciec od podjęcia decyzji, w pewnych momentach życia bardzo potrzebny, ale nie mogący niczego zastąpić. Więc, do pracy, rodacy :). Dlaczego 2008 rok będzie dobry? -zdobędziemy medal na Euro 2008 (a tak!) -już za około dwa miesiące ilość światła słonecznego wróci do akceptowanego przez normalnego człowieka poziomu -Jagiellonia utrzyma się w OE -po raz pierwszy za mojego życia, rząd, na który głosowałem uchwali własną ustawę budżetową. :) -parę ciekawych inwestycji w moim mieście w końcu będzie ukończonych -już niedługo z głowy będziemy mieć killer-sesję -...to zachowam dla siebie. A ja? 01.01.2009 nie będę zaczynał w ten sam sposób. Bo zacznę wreszcie doprowadzać do końca to, za co sie wezmę. A potem przyjdą wódka, dziwki i cygara :].
poniedziałek, 24 grudnia 2007
Z nadzieją patrzysz na kufla dno, zostało jeszcze trochę piany...
...tam Afrodytę wypatrzyć chcesz, lecz wzrok Twój już pijany. Plotki o mojej socjopatii zostały chyba w końcu potwierdzone. Kto jeszcze, słysząc prośbę o ubranie choinki wznosi oczy ku niebu i mruczy pod nosem "ja pierdolę", ręka do góry. :-) Serio, uważam tą czynność za absurdalną - postoi toto dwa tygodnie, kiczem świeci na kilometr, za chwilę trzeba będzie te wszystkie piękne ozdoby schować z powrotem do pudeł (1/5 się przy okazji stłucze), a sama choinka nie jest nawet żywa, tylko plastikowa. Tyle w temacie świąt, chciałbym mieć jakieś na tyle młodsze rodzeństwo, żeby widzieć kogokolwiek czującego ich atmosferę. Ja aktualnie czuję tylko woń świeżo ubitej ryby. Poczo zaliczony (yes!), Sławek zaliczony (yes, yes!), Irek czeka na swoją kolej. Autor tymczasem zamierza skorzystać z zasłużonego odpoczynku i zacząć wymyślać noworoczne postanowienia (jedno nawet już mam, moje ego zbyt mocno ucierpiało). Podobnie jak w zeszłym roku, nie dotrzyma ich, albo wyjdą mu bokiem, co jest dobrą podstawą do sprawdzenia, czy nasz bohater uczy się na błędach. Ja już wiem co wyjdzie. Piosenka na dziś:
wtorek, 18 grudnia 2007
Kochany Święty Mikołaju...
...jeśli przyszły rok kalendarzowy zacznie się równie dobrze jak 2007, to pogadaj z kim trzeba i załatw, żeby się tak samo nie kończył. I przyda się też coś na wywołanie amnezji, bo zapominanie coś kiepsko idzie. Z poważaniem,
X, lat 20.
czwartek, 13 grudnia 2007
Jaki kraj, taki Golden Gate.
Niedawno przyszło mi do głowy, że nie napisałem dotąd nic o celu prowadzenia tego bloga. Więc, dlaczego? Bo mam taki kaprys. Nie planuję pisać żadnym SzYfReM, pozdrawiać znajomych pokemonów, chwalić się niehigienicznym trybem życia, udawać zdziwienia okrutną rzeczywistością (i wstawiać do tego zdjęć żyletek ;)).
Natomiast, chcę mieć się gdzie "wyrzygać" ((c) koleżanka z roku), chcę by było to miejsce, gdzie będę mógł wyrazić swoją opinię, gdy coś mnie ruszy, a wizytujący mogli po mnie pojechać w komentarzach, gdy się ze mną nie zgodzą. A także po to, żeby popracować trochę nad stylem pisania, bo zaniedbałem go ostatnio.
Jeśli Cię to wnerwia, z czystym sumieniem nie polecam lektury. Jeśli możesz z tym żyć, zapraszam - a nuż znajdziesz tu coś ciekawego?
***
Pamiętając o burzliwej dyskusji z ekologicznie nastawionymi kolegami (pozdrawiam, "ekstremiści" Wy moi ulubieni ;)), zwróciłem wczoraj uwagę na ciekawą wiadomość dotyczącą najsłynniejszej obwodnicy miasta w Polsce. Jak głosi plotka, podana przez jednego z europosłów, Komisja Europejska jest gotowa wyłożyć dodatkowe 500 mln złotych (z dużym hakiem) na budowę przeprawy przez dolinę Rospudy w formie mostu wiszącego. Inwestycja skomplikowana i niewątpliwie prestiżowa (gdzie indziej największy tego typu obiekt w ktaju buduje się w lesie!), ale nie o tym... Ciekaw jestem głównie, kto i kiedy postawi pierwsze zarzuty, by opóźnić realizację nowego projektu? Doliczyłem się dotąd 5 stowarzyszeń, protestujących przeciwko budowie obwodnicy starą trasą. Most linowy nie jest może tak śmiałą propozycją, jak podziemny tunel przed paroma laty, ale wydaje się uwzględniać postulat ochrony cennych torfowisk. Czas na ruch Federacji Zielonych, Greenpeace, Pracowni na rzecz wszystkich istot, SISKOM, Podlasia XXI wieku...
Stawiam na to, że hamulcowi i tak się znajdą. Swoje postulaty podeprą dyrektywami KE, koniecznością przestrzegania unijnego prawa, podanymi z perspektywy rozwiniętych, dobrze skomunikowanych ze światem regionów. Być może gdy najbardziej palący problem, jakim jest nieproporcjonalnie duży tranzyt w stosunku do wielkości Augustowa (byłem, widziałem) zostanie rozwiązany, mieszkańcy zajmą się zagrożonym czerwończykiem dukacikiem (gatunek motyla). Ale, idę o zakład, że póki ten czerwończyk będzie występował w opozycji do wielkiego, smrodzącego tira na łotewskich numerach, będzie postrzegany jako problem drugorzędny.
Przypominam też, że lekko ponad 1000 lat temu większa część naszego kontynentu była porośnięta lasami. Niejedna równie piękna rzeka płynęła na terenach dzisiejszej Francji, Niemiec, Beneluksu - dziś ludzie, którzy tam żyją, są wolni od tak prozaicznych zmartwień jak ciężarówki nieustępujące im pierwszeństwa na przejściu dla pieszych. Wykazują się wielką wrażliwością na przyrodę - czemu nie zaoferować odrobiny tej empatii szarym mieszkańcom miasta, którzy tracą najwięcej? Ach, zapomniałem - w końcu, jak zdarzyło mi się usłyszeć, "zawsze mogą się przeprowadzić." :)
|
|